niedziela, 5 października 2014

Epilog.

*2 LATA PÓŹNIEJ*

- O matko jak ty wyglądasz ! - jękła Katy widząc dość pokaźny brzuch.
- Nie mogę się już ruszać, dosłownie - westchnęłam
- No nie dziwie ci się, brzuch jest 3 razy większy niż ty .
Zaśmiałam się i położyłam rękę na brzuchu.
- Kopie ? - pisnęła podekscytowana.
- Teraz nie, ale pod wieczór dostaje szału - zachichotałam - wtedy Justin do niego mówi i jest spokojny.
- Nawet się dziecko nie urodziło a on już je zahipnotyzował.
- HA HA tak - zaśmiałam się.
- Kochanie jestem już! - Justin krzyknął z głebi korytarza.
- Na tarasie - odparłam i już po chwili zobaczyłam mojego męża, a za nim Blekiego. Chłopak pocałował mnie w policzek i usiadł na kanapie obok mnie.
- hej skarbie - uśmiechnął się - będziemy mieli gości - powiedział kładzac dłoń na mój brzuch - Hej Katy.
- Hej - uśmiechnęła się.
- Kto przyjeżdża ? - zapytałam splatając nasze palce.
- Nasi rodzice - odparł opierając głowę o moje ramię.
- Spotkanie rodzinne - zaśmiała sie Kate.
- Haha tak - zawtórował jej Jus.
 Zachichotałam z nimi.
- Oj cicho - powiedziałam. Rozmawialiśmy dalej gdy poczułam skurcz w dole brzucha. Ścisnęłam dłoń Justina i zacisnęłam wargi.
- Kochanie co się stało ? - zapytał unosząc głowę i patrząc na mnie.
- To już... jA RODZĘ - złapałam się za brzuch.
Chłopak wziął mnie na ręce, starając się opanować.
- Katy pomóż mi - dziewczyna otworzyła drzwi do mieszkania a następnie do samochodu.
- Oddychaj głeboko - posadził mnie na siedzeniu pasażera a Katy usiadła w tyle.
- Ała! - jękłam czując kolejny przeszywający ból w dole brzucha.
- Już jedziemy, spokojnie Kochanie - złapał mnie za ręke i ruszył w stronę szpitala - zadzwoń do naszych rodziców - zwrócił się do dziewczyny

                                                                             *

*4 MIESIĄCE PÓŹNIEJ*

- Jaka ona już duża ! - moja mama rozpromieniła się widząc małą Jessie.
- Tak szybko rośnie - zauważyła Pattie uśmiechając sie do małej.
Mama i Pattie stały obok łóżeczka mojej córeczki. Dokładnie 26 sierpnia czyli 4 miesiace temu moja mała księzniczka przyszła na świat. Moje życie zmieniło się ogromnie od tamtego czasu. Mieszkamy z Justinem na obrzeżach miasta w niewielkim domku z ogrodem. Wyrwałam się z myśli słysząc śmiech mojej 4- miesięcznej królewny. Była na rękach u Justina. Ta mała istotka potrafi rozbawić każdego, jest oczkiem w głowie nas wszystkich. Patrzyłam na mojego męża gdy do pokoju weszła Katy z Jamsem. Byli zaręczeni, a ich ślub planowany jest na maj. Zaraz za nimi Luke ze swoją dziewczyną. Poznał ją dzięki Justin'owi, który dał mu pracę w swojej firmie. Justin zrezygnował z śpiewania i otworzył swoją firmę BieberCompany która jak na razie przynosi wiele sukcesów. Po moich przyjaciołach do pomieszczenia wszedł Harry wraz z moją siostrą.
On i Katy byli rodzicami chrzestnymi mojej córeczki ; Jessie leżała teraz w łóżeczku machając rączkami i nóżkami.
- Mam to dla dziecka - powiedziała Katy podając mi pudełeczko owinięte papierem w misie.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się
- Chodź do Cioci kochanie - Pochyliła się nad łóżeczkiem a w brązowych oczach mojej córeczki zamigotały iskierki.
- Uwielbia cie - zachichotałam widząc jak moja przyjaciółka tuli bobasa do piersi.
Justin podszedł do mnie obejmując mnie od tyłu. Przywarłam do jego piersi plecami.
- O takim życiu zawsze marzyłem - musnął moją szyję obejmując mnie mocniej.

Zdjęcia : 
Amy z Jessie                                                                    

                            



Jessie


Justin i Jessie











       


Notka :
Chciałabym podziękować wszystkim za czytanie mojego bloga i wgl za bycie ze mną tutaj. Epilog jest zakończeniem tej historii. Dziękuję jeszcze raz, kocham mocno <3 

Rozdział 37

*Oczami Emily*
- Justin.. ja.. - westchnęłam a jego ciemne oczy znów skupiły się na mnie - Chcę ci dać tą szansę - uśmiechnęłam się a on wstał pociągając mnie w swoje ramiona. 
- KURWA! - krzyknął po czym wziął mnie na ręce i obkręcił wokół własnej osi - Nawet nie wiesz jak się cieszę! - w jego oczach można było dostrzec iskierki podniecenia. Zachichotałam wtulając się w jego ramion, chcąc być jak najbliżej. Chłopak postawił mnie i chwycił za biodra. 
- Kochanie wiem że wiele razy obiecywałem że już więcej cię nie zranię a i tak to robiłem bo ja zawsze muszę coś zjebać, ale chcę żebyś wiedziała że w tym momencie obiecuję że płakać będziesz tylko ze szczęścia - wyszeptał patrząc na mnie. Poczułam łzy w kącikach oczu. On żałował, żałował tej zdrady.
 - Justin.. - rozpłakałam się i przytuliłam go mocno. 
- Shh Kochanie, już będzie wszystko dobrze- chwycił moją twarz w dłonie i kciukami wytarł łzy.
- Dopóki mnie kochasz jest dobrze - szepnęłam.
- Kocham cię najmocniej - schylił głowę i musnął delikatnie moje usta, odwzajemniłam pocałunek przywierając do niego bardziej.
- Ja Ciebie też - odparłam, łapiąc oddech.
- Wróćmy do domu, na pewno się martwią.

*

Zatrzymał się pod domem i wysiedliśmy. Chłopak chwycił mnie w tali i przyciągnął do siebie. Weszliśmy do domu, ruszając prosto do salonu.
- EMILY! - Jane krzyknęła i rzuciła się na mnie uszczelniając mnie w uścisku, Justin stanął obok. 
- Przepraszam - szepnęłam. Usiedliśmy na swoich miejscach, ja na fotelu a Justin obok na oparciu. Jane wróciła na kanapę obok Harre'go.
- Czyli mam rozumieć że wróciliście do siebie ? - zapytała Jane a ja skinęłam głową.
- Serio ? Po tym wszystkim. Emily.. Pomyśl on w każdej chwili może zrobić to samo! - Katy pokręciła głową.
- Ona ma rację - Jane ją poparła. Justin nie odzywał się ani słowem, po prostu zacisnął szczękę i objął mnie ramieniem jakby bał się że przyznam rację Kate.
- Dajcie spokój, doskonale wiecie jak bardzo mi na nim zależy - powiedziałam.
-Emily! Otwórz oczy! To chuj bez serca! - splunęła moja przyjaciółka.
- Przestań!- krzyknęłam - Wolisz żebym miała depresję ?! Wolisz odwiedzać mnie w psychiatryku?! - rozpłakałam się.
- Dziewczyny! - Luke wstał stając pomiędzy nas - Uspokójcie się - ściszył głos - Katy, Em ma rację. Nie mam zamiaru widywać mojej przyjaciółki w psychiatryku, datego poszanuj jej decyzje. Ja chcę żebyś była szczęśliwa - tym razem zwracał się do mnie - I pamiętaj jak on - wskazał na Justina - znowu cię zrani urwę mu jaja. 
Zaśmiałam się - Aww mój Lukiś - przytuliłam go.
- A teraz przestańcie się kłócić i przypomnijcie sobie nasze wygłupy - powiedział.
- Emily.. - Katy zaczęła - ten idiota ma rację 
- Ej! - krzyknął oburzony a reszta nawet Justin się zaśmiała.
- Nie przerywaj mi!- fuknęła w jego stronę a on wystawił jej język i usiadł.
- Na czym to ja... - Katy przerwała - a tak! Nie nawidzę sie z toba kłócić, wiesz o tym że to wszystko jest dlatego bo się o Ciebie martwię, jesteś jak siostra, kocham Cię ale widzę że ty naprawdę go kochasz i jesteś przy nim szczęśliwa .. Masz rację nie chcę odwiedzać cię w psychiatryku.. - kończąc tą wypowiedź rozpłakała się bardziej.
- Katy - czułam łzy pod powiekami.
- Przepraszam - wyszeptała przytulając mnie.
- Rozumiem - wtuliłam się w nią
- Będzie okay ? - zapytała wycierając łzy.
- Tak - uśmiechnęłam się - ja też przepraszam..

*

Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam na zegarek. 8:00 Ugh! Po jaką cholerę budzę się tak wcześnie.
Chciałam odwrócić głowę na drugi bok i spać dalej ale zabroniła mi osoba, która właśnie wpadła do mojego pokoju.
- Aaaa - krzyknęła - To już dziś.
A więc to Katy. Przewróciłam oczami.
- Co dziś ? - zapytałam siadając na łóżko, dziewczyna odsłoniła chabrowe zasłony przez co jasne promienie padły na mą twarz. Zmrużyłam oczy.
Katy podparła się w biodrach i spiorunowała mnie spojrzeniem.
- Aa wiem! To dziś będzie ta upojna noc z Jamsem ? - uśmiechnęłam się a ona rzuciła we mnie poduszką.
- Nie! - krzyknęła wyrzucając ręce w powietrze - dziś masz urodziny idiotko - rzuciła się na mnie mocno przytulając.
- Matko.. - zaśmiałam się.
- Wstawaj szybko - zeszła ze mnie poprawiając dżinsową koszulę, która idealnie opinała się na jej talii.
- Nieee - przykryłam się kocem i schowałam głowę pod poduszkę.
- EMILY MASZ 3 SEKUNDY - Katy nadal sterczała nade mną a ja na marne chowałam się głębiej.
- Nie żartuj że ona jeszcze śpi ?! - Krzyknęła zapewne Jane.
- Stooooo lat! - Luke skoczył na łóżko, kładąc się na mnie.
- O nie ! - zaśmiałam się - złaź ze mnie.
Wybuchł śmiechem i wstał a ja zaraz po nim.
- 100 LAT 100 LAT - zaczęli śpiewać wszyscy naraz.
- O nie! - krzyknął ktoś na klatce schodowej - Ruszaj dupe bo już 100 lat śpiewają!
Harry i James wbiegli zadyszani do pokoju.
- Niech żyjeeee nam! - krzyknęli oboje a cała nasza grupka wybuchła śmiechem.
- Omg dziękuje wam! - przytuliłam naraz wszystkich z wielkim bananem na twarzy.
- Chodź na śniadanie - Luke ciągnął mnie za ręke do jadalni.

*

Właśnie kończyłam swoją porcję naleśników z czekoladą i bananami gdy do pomieszczenia weszła mama i Brian.
- Córeczko! - krzyknęła puszczając walizki.
- Mama! - wstałam od stołu i pobiegłam do niej wtulając się w jej troskliwe ramiona.
- Wszystkiego najlepszego kochanie - pocałowała mnie w czoło
- Dziękuję - uśmiechnęłam się - Cześć Brian - przytuliłam go.
- Hej mała, wszystkiego dobrego - obdarował mnie tym swoim uśmiechem co odwzajemniłam szepcząc skromne dziękuję.
Wraz z rodzicielką ruszyłam do jadalni. Udiedli przy stole z nami wcześniej jednak witając się ze wszystkimi po kolei.

*

Rozmawialiśmy już od 30 minut, popijając gorące czekolady. Mama opowiadała o tym jak bardzo tęskniła, a Brian pokazał nam zdjęcia które zdążył zrobić jak mieli chwilę wolnego. Jane opowiedziała o przygotowaniach do mojej imprezy a Katy o wieczorze filmów. Siedzieliśmy tak gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, jak zwykle pierwszą osobą która pragnęła je otworzyć była Jane. Pobiegła do nich i już po chwili stała w progu z Justinem uśmiechającym się od ucha do ucha.  Wstałam z krzesła i podbiegłam do niego wtulając się w jego silne muskularne ramiona. Obrócił nas wokół własnej osi i postawił na podłodze.
- Wszystkiego najlepszego Kochanie - musnął moje usta.
- Dziękuję - odwzajemniłam jego pocałunek, wtulając się w niego.
Justin pociągnął mnie w stronę jadalni i usiedliśmy z resztą, ja oczywiście na jego kolanach.
- Gołąbeczki - zagruchała moja mama a ja się zaczerwieniłam.
- Na twoją imprezę wszystko gotowe - powiedział - sala czeka tylko na księżniczkę - musnął moje czoło a ja po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku minut szeroko się uśmiechnęłam.

*

*kilka godzin później*

Impreza trwała w najlepsze, wszyscy tańczyli do Wiggle - Jasona Derulo i można było ujrzeć kilka wygibasów na parkiecie. Zachichotałam widząc jak Katy próbuje zejść jak najniżej pod sznurkiem tak aby go nie dotknąć.
Siedziałam z mamą, próbując złapać oddech po tańcach ze wszystkimi chłopakami w tej sali.
- Justin się zmienił - zauważyła moja rodzicielka.
- Tak, traktuje mnie jak kawałek porcelany który nie może się stłuc.
- Jest kochany - zagruchała moja mama.
- Mamo - zaśmiałam się
Uśmiechnęła się.
- O wilku mowa - zaśmiałam się widząc Justina który zmierzał w naszym kierunku.
- Obgadywałaś mój tyłek zapewne - uśmiechnął się a mama wybuchła śmiechem.
- O boże nie -śmiałam się z nią.
- Jasne, jasne - pokręcił głową z rozbawieniem - Czy mógłbym poprosić moją księżniczkę do tańca ? - zrobił nacisk na wyraz "moją". Skinęłam głową uśmiechając się, chłopak chwycił moją dłoń i ruszył na środek sali.
Obok nas tańczyła Katy z Jamsem. Uśmiechnęłam się w jej stronę co odwzajemniła.
Justin chwycił mnie w tali a ja położyłam głowę na jego ramieniu. Piosenka się zmieniła i leciało teraz "Ordinary People".
Kołysaliśmy się lekko w rytm melodii. Wtuliłam się w niego wdychając jego zapach.
- Kocham cie - wyszeptał w moją szyję i lekko się odsunął. Popatrzyłam na niego, zerkał na mnie tymi swoimi ciemnymi tęczówkami.
 - Ja Ciebie też, bardzo mocno - chłopak uśmiechnął się po czym klęknął. Otworzyłam oczy ze zdumienia a inne pary przestały tańczyć. Wszystkie spojrzenia skierowane były na nas. Chłopak wyciągnął z kieszeni garnituru pierścionek i zaczął :
- Kochanie, wiem że zraniłem cię tyle razy że trudno policzyć to na palcach u jednej ręki i cholernie tego żałuje.
Ale mimo wszystko chcę abyś była moją żoną. Drugą połówką mojego serca  bo wiesz że to - dał rękę na serce - bije tylko dla Ciebie. Chcę budzić się przy tobie całować na dzień dobry i dobranoc, chcę być ojcem twoich dzieci, chcę patrzeć jak uśmiechasz się widząc że nasz synek albo córeczka stawia pierwszy krok. Chcę iść przez życie z Tobą, dlatego mam pytanie - wystawił pierścionek w moją stronę a ja się rozpłakałam - Wyjdziesz za mnie ?
- O boże - moje policzki były już czarne od tuszu który spływał strumieniami poprzez moje łzy szczęścia - Tak!  Wyjdę za Ciebie! - rozpłakałam się bardziej a on włożył mi na ręke piercionek po czym wstał i obrócił nas wokół własnej osi. Płakałam. Ze szczęścia oczywiście. Najlepszy prezent. Wszyscy w tle bili brawa. Justin postawił mnie na ziemie i pocałował namiętnie. Odwzajemniłam jego pocałunek przywierając do niego bardziej. Oderwał sie ode mnie zerkając prosto w moje oczy, kciukami wytarł łzy i pocałował mnie w czoło. Wokół nas zrobiło się kółko stworzone z moich przyjaciół i naszych rodzin. Ktoś robił zdjęcia , ktoś bił brawa
- O BOŻE! Gratulacje!  Ja pierdole nie wierzę! - Katy podbiegła do nas gdy tylko się od siebie oderwaliśmy. A za nią kolejne osoby które składały życzenia i gratulowały.
Wytarłam łzy i gdy życzenia i gratulacje się skończyły poszłam usiąść. Justin za mną.
- Kocham Cie - wtuliłam się w niego gdy tylko usiadłam na jego kolana.
- Ja Ciebie też moja narzeczono - zagruchał a ja poczułam jak kolejne łzy szczęścia cieknął z moich oczu.


Zdjęcia z urodzin :

Emily i Katy.
  
Katy i James    
 
Emily i Justin
     
Amy i Niall
Jane i Harry