czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 31

*Oczami Justin'a*

Biorąc do ręki kurtkę, zatrzasnąłem drzwi i wyszedłem zakładając na moją brunatną czuprynę szary kaptur. Ręce włożyłem do kieszeni kurtki, którą naciągnąłem na siebie, zaraz po wyjściu. W jednej coś zaszurało, sięgnąłem głębiej i znalazłem paczkę papierosów, wyciągnąłem jednego papierosa, wsadzając go pomiędzy wargi. Przeszukałem inne kieszenie w nadziei, że znajdę zapalniczkę, moje szukanie okazało się trafne. Znalazłem ją i odpaliłem papierosa. Szedłem wzdłuż drogi, mijając kolejne budynki i parki aż w końcu zatrzymałem się pod wybranym sklepem. Wyciągnąłem z ust papierosa i rzuciłem go na ziemię, gasząc niedopałek butem. Otworzyłem szklane drzwi prowadzące do sklepu, biorąc do ręki koszyk.Na głowie miałem szary kaptur który zakrywał mi twarz. Inni klienci dziwnie na mnie patrzyli ale gdy tylko spiorunowałem ich wzrokiem wrócili do swoich zakupów. Wsunąłem ręce do kieszeni. Oczami przejżałem półki z różnymi zabawkami, wziąłem do koszyka dużego miśka dla Jazzy, samochód dla Jaxona, perfumy dla Em, zestaw kosmetyków dla ojca i kilka piszczących zabawek dla psa. Kończąc zakupy ruszyłem do kasy. 

*

- To wszystko ? - zapytała blondynka przy kasie, która nachyliła się tak że miałem widok na jej cycki. 
- Tak - odpowiedziałem uśmiechając się do niej - Ile płacę ?
- 137 $ - przegryzła wargę 
- Reszty nie trzeba - odparłem podając jej 200 $ po czym puściłem jej oczko i wyszedłem. 
Zarumieniła się a ja zachichotałem. Przed sklepem zadzwoniłem po taxi.

*

- Naprawdę musisz wyjść ? - Emily siedziała na krawędzi łóżka, gdy ja szykowałem się na imprezę.
- Tak - odparłem- Scooter tak nagle zadzwonił, nic na to nie poradzę - Tak skłamałem... no ale!
- Przecież masz dzisiaj wolne! - fuknęła, wstając z łóżka. 
- Kochanie.. - podszedłem do niej muskając jej usta, odwzajemniła mój pocałunek a  ja przyciągnąłem ją bliżej siebie. Całowaliśmy się zachłannie a jednocześnie delikatnie.. Innym słowem inaczej niż zwykle. Oderwałem od niej swoje wargi i oboje zaczerpnęliśmy powietrza - Postaram się wrócić jak najszybciej.
- Okej.. - mruknęła i spuściła wzrok.
- Kocham cię - westchnąłem, i wyszedłem z pokoju. Zbiegłem na dół, mój tato robił sobie herbatę.
- Cześć - powiedziałem wychodząc. Przed domem czekało już "imprezowe auto", które miało zawieść mnie pod klub. 

*

- Siema stary - zobaczyłem Zayn'a który szedł w moją stronę szeroko się uśmiechając.
- Siema - uścisnęliśmy sobie dłonie w ten nasz sposób i powędrowaliśmy w stronę budynku. 
"DANGER NIGHT"
Neonowy napis świecił nad drzwiami, przepchaliśmy się pomiędzy ludźmi omijając kolejkę. W tle słychać było ich niezadowolone okrzyki. Zaśmiałem się cicho, jestem Justin. Kurwa nie będę czekał. 
Przywitaliśmy się z ochroniarzem który od razu nas poznał i wpuścił do środka.
Odór alkoholu i narkotyków od razu rzucił mi się w nozdrza. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, po prawej stoliki i naćpani ludzie, na wprost bar, po lewej miejsce Dj'a. Na środku kilkanaście spoconych nastolatków. 

 *

Byłem już po kilku drinkach i jointach.  Siedziałem wraz z Zayn'em, Harrym i Ash'em oraz z kilkoma laskami, gdy podeszła do nas jakaś dziewczyna, zapewne kelnerka. Widząc mnie oblizała usta, zachichotałem. Nachyliła się nad naszym stolikiem, zbierając kieliszki. Stała do mnie tyłem więc gdy się schyliła miałem widok na jej dupę w czarnych stringach. Mój "przyjaciel" obudził się do życia (już któryś raz tego wieczoru). Tym razem blondynka zauważyła to bo odchodząc szepnęła mi do ucha - mogę coś z tym zrobić.. - odprowadziłem ją wzrokiem do baru po czym zwróciłem się do chłopaków 
- Idę do kibla - nawet nie zwrócili uwagi. Zayn siedział z brunetką na kolanach. Harry podrywał szatynkę, która robił drinki przy naszym stoliku, a Ash szedł z inną kelnerką w stronę kibli, każdy wie po co. 
Ruszyłem w stronę baru, blondynka nalewała piwa jakiemuś pijanemu biznesmenowi. 
Gdy mnie zobaczyła od razu na jej twarz wpełzał uśmiech, popatrzyłem na nią znacząco, po czym udałem się po schodach na górę. Otwierając drzwi do wolnego pokoju. Wchodząc tam zapaliłem lampkę na nocnej szafce i położyłem się na łóżku. Pomyślałem o tej blondynie a mój członek, który natychmiastowo stanął, zrobił wybrzuszenie w moich spodniach. Po jakiś 5 minutach usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i stukanie obcasów po drewnianych panelach. Do pokoju weszła ona, zgrabna blondynka w czarnej obcisłej spódniczce i topie który odkrywał jej cycki.
- Chodź tu - rozkazałem, a ona podeszła i weszła na łóżko, przenosząc swoje ciało tak by było nade mną, ściągnąłem jej top, a ona zsunęła spódniczkę ocierając się o mojego stojącego przyjaciela. Ściągnęła mi koszulkę i zsunęła spodnie wraz z bokserkami, odsłaniając "kolegę".
- Nigdy tego nie zapomnisz skarbie - zaczęła mnie namiętnie całować 
- Będziesz prosiła bym przestał - zakpiłem i odwróciłem nas tak że byłem nad nią uśmiechając się łobuzersko. Przegryzła wargę a ja zwinnym ruchem ściągnąłem jej koronkowy stanik. Rzuciłem go na podłogę. 
- Ohh - jęknęła głośno wyginając się. 
Powędrowałem rękoma w stronę jej stringów, zsunąłem cienki materiał i zacząłem drażnić palcem jej czuły punkt. 
- O boże - zacisnęła ręce na pościeli - pieprz mnie TERAZ - praktycznie błagała. Napalona suczka. Uśmiechnąłem się szeroko i zacząłem obsypywać pocałunkami jej piersi, brzuch i tak coraz niżej aż w końcu dostałem się do jej szparki. Oblizałem ją i namiętnie pocałowałem.
- O tak !- krzyknęła gdy wsunąłem w nią język i zacząłem drażnić ścianki jej łechtaczki 
- Pieprz mnie... - chciała jęknąć moje imię ale zapomniała że nawet go nie zna 
- Justin - odpowiedziałem nadal liżąc jej ścianki 
- PIEPRZ MNIE.. JUSTIN ... BŁAGAM - jęczała głośniej. 
Popatrzyłem na nią, błagała mnie wzrokiem. Uśmiechnąłem się łobuzersko wsuwając w nią swojego przyjaciela 
- Kurwa - jęknęła gdy przyspieszyłem ruchy wbijając się w nią mocniej. Moje pchnięcia były coraz szybsze a jej biodra idealnie wychodziły mi na spotkanie
- Ohh - jęknęła gdy ścisnąłem jej pośladki dochodząc. 
- Uhhh - opadłem na łóżko zmęczony, ciężko dysząc. 
- Teraz ja zrobię coś dla ciebie mruknęła i uniosła swoje ciało na moje, zsunęła się tak że była twarzą do mojego penisa. Wzięła go w ręce i zaczęła obciągać, mrucząc przy tym.
- O tak kochanie - jęczałem gdy wzięła go do buzi, liżąc członek. Mruknąłem podniecająco gdy przyspieszyła ruchy swoją mała ręką. Kolejna fala rozkoszy przeszła przez moje ciało, więc spuściłem się do jej gardła. Przełknęła moją spermę, oblizując usta a następnie opadła obok mnie. 


*

- Stary gdzie byłeś ? - Ash uniósł brwi, przeszywając mnie wzrokiem - już po pierwszej zbieramy się do domu. 
- Eeee - podrapałem się w kark - szukałem tej blondynki bo zwinęła mi 100$.
- Co za kurwa - pokręcił głową Harry, odpychał od siebie szatynkę która próbowała go pocałować. Ash uśmiechnął się kręcąc głową, doskonale wiedział co robiłem.
- Auto już czeka - do stolika podszedł Zayn który chował telefon do tylnej kieszeni. 
Wstaliśmy i za ochroniarzem wyszliśmy z klubu. 
- Ej chłopaki - odezwał się Harry - Trzeba zrobić zdjęcie - zaśmiał się a ja wyciągnąłem telefon. Kierowca auta wziął go do ręki i pstryknął fotkę

Wsiedliśmy do auta i ja od razu wszedłem na Instagram, chcąc dodać nowe zdjęcie.  

IMPREZKA Z CHŁOPAKAMI JAK NAJBARDZIEJ UDANA :D @HAZZAXX  @KINGASH  @Z_MALIK
  Przeglądnąłem przy okazji profile innych osób, m.in. Emily. Dodała zdjęcie z psem.

My new Boyfriend #love #dog #cute 

Zaśmiałem się cicho i wyszedłem z aplikacji gdy samochód zatrzymał się pod moim domem. 




Notka :
Nowi bohaterowie :3 




ZAYN (19)

ASH (19 LAT )






poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 30

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

*Oczami Jusa* 
 Gdy tylko wpadliśmy na pomysł spaceru do parku, od razu ruszyliśmy w tamtym kierunku. Odruchowo złapałem rękę Emily napotykając przy tym jej spojrzenie. Przeszywała mnie swoimi niebieskimi oczami, uśmiechnąłem się co odwzajemniła. Miała uśmiech najśliczni8ejszy pod słońcem, moja mała księżniczka. 
Będąc na miejscu odpiąłem smycz od obroży psa, ten natychmiast  rzucił się do biegu. Zaśmiałem się i wraz z Em usiadłem na ławce.
- Zimno Ci ? - zapytałem obejmując ją ramieniem.
- Uhm - wtuliła się przymykając oczy.
Przytulałem ją, pocierając jej ramiona aby było cieplej. Szczeniak biegał wkoło naszej ławki, skąd w nim tyle energii ? Zaśmiałem się cicho pokręcając głową.
- Popatrz na psa - uśmiechnąłem się szeroko. 
Podniosła głowę i spojrzała na psa, widząc go biegającego wokoło naszej ławki od razu się uśmiechnęła,
- Niezły co nie ? 
- Tyle energii - pokręciła głową i zachichotała.
Wstała i złapała go na ręce, przytulając do siebie. Polizała ją po twarzy, po czym położył pysk na jej ramię. Znowu się uśmiechnęła, na co ja promieniowałem, naprawdę. Widząc jej uśmiech od razu poprawiał mi się humor. Gdy byłem zły, wkurwiony wystarczyło żeby się uśmiechnęła. Zrobiłbym wszystko aby była szczęśliwa. 
- Justin ? - odezwała się patrząc na mnie 
- Hm ? - oderwałem się od rozmyśleń i wstałem. 
- Wracamy ? Późno już i nam zimno - wskazała na psa, który tulił się do niej lekko drżąc.
- Jasne skarbie - uśmiech - może chcesz moją bluzę ? 
- Nie, tobie też będzie zimno, po prostu mnie przytul i będzie okej - zachichotałem i objąłem ją ramieniem.

*

- Popatrz - Em wołała mnie z sypialni gdy kończyłem prysznic.
- Hm ? - wyszedłem owijając biodra puszystym ręcznikiem. Dziewczyna patrzyła na małą kulkę śpiącą na naszym łóżku. 
- Słodki jest - zagruchała przytulając go do siebie. Uśmiechnąłem się po czym skinąłem głową znikając za drzwiami łazienki. 
Wytarłem całe ciało, następnie zakładając na siebie bokserki Calvina Kleina. Spryskałem się ulubionymi perfumami z Playboya a włosy poprawiłem przeczesując je ręką, czyli jak zawsze. Jest okej. Gasząc światło wyszedłem z łazienki prosto do przyciemnionego pokoju. Em leżała z psem, przeglądając coś w internecie. 
- Łazienka wolna - szepnąłem do jej ucha, ta natomiast zamknęła laptopa i pociągnęła mnie za szyje tak że nasze twarze dzieliły centymetry. Musnąłem jej malinowe usta, po czym cmoknąłem ją w czoło i wstałem, uśmiechając się. Przegryzła dolną wargę i wstała biorąc z szuflady bieliznę a z szafy moją koszulkę.
Po czym znikła za drzwiami łazienki. Wsunąłem się pod kołdrę, pies położył pysk na poduszkę wtulając się w nią, już po chwili mogłem usłyszeć ciche pochrapywanie i dźwięk wody w łazience. Chwyciłem telefon i napisałem SMS do Scootera.  


 Wysłałem wiadomość po czym opadłem na poduszki, usłyszałem wibracje co oznaczało, że przyszła nowa wiadomość. Przesunąłem palcem po ekranie i wyświetlił się SMS od mojego menadżera.

Przeczytałem wiadomość po czym zablokowałem telefon i odłożyłem na szafkę nocną. W tej chwili z łazienki wyszła Em, moja koszulka sięgała jej za tyłek odsłaniając kilka szczegółów jak zgrabna dupa w doskonale pasujących czarnych majtkach mm... Mój "kolega"  dawał swoje znaki życia. 
- Hej skarbie - szepnąłem uwodzicielsko do jej ucha gdy tylko wsunęła się pod kołdrę obok mnie. Mogłem poczuć jej truskawkowy żel pod prysznic. Objąłem ją ramieniem a ta przytuliła się do mojego boku. 
- Dobranoc Jus - cmoknęła mnie w usta. 
- Dobranoc Shawty -  uśmiechnęła się gdy musnąłem jej czoło i przytuliłem ją bardziej do mojego nagiego torsu. Już po chwili mogłem usłyszeć jak równomiernie oddycha, co oznaczyło że już spała.

*

Obudziłem się przez chłodny powiew który wleciał do pokoju z uchylonego okna, otulając moje nagie ramiona. Przetarłem oczy rękoma i rozejrzałem się po pokoju, miejsce obok mnie było puste. Usiadłem na łóżko tak, że moje nogi dotykały chłodnych paneli. Przeczesałem palcami swoje brunatne włosy i wstałem podchodząc do okna. Zobaczyłem tam Emily wraz z psem. Bawiła się z nim rzucając mu jakąś piszczącą zabawkę, uśmiechnąłem się sam do siebie, pokręcając głową z rozbawieniem. Właśnie miałem zejść na dół, gdy zadzwonił  mój telefon - Zayn - o kurwa - powiedziałem na głos. Zayn, mój kumpel od dzikich imprez, narkotyków, dziwek i tym podobnych. Przeciągnąłem palcem po ekranie, odbierając. 
- Siema stary - usłyszałem po drugiej stronie.
- Elo Bro, co tam ? - oparłem się o ścianę nadal patrząc na Em, wiatr rozwiewał jej włosy. 
- No jest sprawa - przerwał na chwilę - impreza. Dziś. Laski. Dragi. No wiesz jak zawsze - cicho zachichotał i mimo, że go nie widziałem mógłbym przysiąc że się szczerzy jak wilk z Czerwonego Kapturka. Zaśmiałem się. - Wchodzisz w to ? 
- Jasne że tak - uśmiechnąłem się - o której ? - spojrzałem na zegarek wskazywał 12 A.M. 
- Hmmm.... o 9:30 P.M. bądź pod klubem 
- Okej, to nara Bro 
- Siema - rozłączył się a ja zakładając na siebie luźne dresy zbiegłem na dół.
Emily właśnie ściągała bluzę a pies biegł w moją stronę.
Kucnąłem i pogłaskałem go po głowie - hej mały - zaszczekał i pobiegł do kuchni, wcześniej robiąc kilka okrążeń wokoło mnie. Trącił łapą miskę z woda i cicho zaskomlał. Popatrzyłem w jego kierunku, miska była pusta. Wszedłem do kuchni, napełniłem ją i podstawiłem przed jego mokrym nosem. Ten radośnie pomerdał ogonem i wypił całą zawartość, następnie pobiegł do salonu, wskakując na kanapę opadł na nią pyskiem. Zaśmiałem się cicho gdy do kuchni weszła Em. 
- Hej skarbie - przywiała się słodkim głosem. 
- Cześć piękna - musnąłem jej czoło - jak było z psem ?
- Dużo biegaliśmy a raczej ja za nim bo uciekał - opadła na krzesło zmęczona - Kochanieeee ? - przeciągnęła "e" 
- Hmm ? - podniosłem wzrok znad telefonu 
- Zrobisz mi kawę ? Chcę wziąć prysznic. 
- Nie ma sprawy - posłałem jej uśmiech.
- Dziękuję misiu - cmoknęła mnie w policzek i pobiegła na górę. Odłożyłem telefon na stół i nalałem wody do czajnika, po czym usiadłem przeglądając Instagram.  Dodałem moje zdjęcie z Emily. 
 
You All That Matters To Me ...  @EmWhite 



Następnie wyszedłem z Aplikacji, wchodząc na Twittera, tweetnąłem : 
Śniadanko z moją Kochaną @Emilyxo mniam... #pycha
Od razu kilka tysięcy ludzi dodało to do ulubionych, czy też przesłało dalej. Nie odbyło się bez komentarzy. 
Zrobiłem Em kawę i tosty, właśnie wtedy gdy schodziła po schodach.  
- Śniadanie ? - pisnęła i przytuliła mnie mocno, zaśmiałem się i pokiwałem głową - Kocham Cię wiesz ? 
- Ja Ciebie też Księżniczko - musnąłem jej czoło - Jedz skarbie półki ciepłe - uśmiechnąłem się i usiadłem na przeciwko niej, popijając kawę. - Gdzie mój tato z dziećmi ? - zapytałem przełykając kolejny łyk gorącej cieczy. 
- Wyszli gdzieś jakoś o 11:30 A.M.  - odpowiedziała połykając kęs kanapki. 
- Mhm - mruknąłem w odpowiedzi- Skarbie pójdę do sklepu, muszę kupić kilka rzeczy - wstałem od stołu, dając mój kubek i talerz do zmywarki. 
- Uhm, okej - zagryzła dolną wargę, po czym wróciła do śniadania. 
- Wrócę niedługo - pocałowałem ją w policzek a ona skinęła głową. 
Pobiegłem na górę, zakładając na siebie szarą bluzę z kapturem i czarne spodnie, które jak zwykle miałem opuszczone w kroku. Psiknąłem się perfumami i przeczesałem ręką włosy, do kieszeni chowając portfel i telefon. Następnie zbiegłem na dół. Emily siedziała w salonie z psem na kolanach, szukając w telewizji coś co mogłaby pooglądać. 

 

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 29

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

 
- Myślę że już wam wystarczy - uśmiechnęłam się a dzieci kiwnęły głowami.
Justin wyciągnął dwa ręczniki, ja wyciągłam Jazzy a on Jaxona, wytarliśmy ich i ubraliśmy w piżamki.
- Justin ? - usłyszeliśmy cichy głos Jaxo
- Co jest mały ? - Justin wziął go na ręce.
- Mogę spać z Tobą ? - przytulił się do niego
- Jasne, chodźmy - poszli do pokoju gdy ja z Jazzy poszłam na dół.
Usiedliśmy w salonie, włączając "Gdzie jest Nemo? " Jazz przytuliła się do mnie i zaczęliśmy oglądać. 

*Oczami Jeremie'go*
- Czyli sądzi pan że pies jest zdrowy ? - zapytałem chcąc się upewnić.
- Tak, to zdrowy szczeniak pełny energii. - uśmiechnął się.
- Okej, bardzo dziękuję - uściskałem jego rękę- chodź, idziemy - zawołałem do psa, ten natychmiast poruszył się z miejsca, biegnąc za mną wesoło.
Wychodząc z budynku, poczułem chłód. Był już wieczór. Spojrzałem na zegarek, świetnie była już 20:00 siedzieliśmy 3 godziny u Weterynarza.
- No super, straciłem trzy godziny przez Ciebie - spojrzałem na psa, ten tylko przekręcił głowę na bok - tak o Ciebie mi chodzi - zaśmiałem się - Wskakuj - otworzyłem przednie drzwi od strony pasażera. Pies wskoczył na miejsce pasażera, kładąc mały pyszczek na skórzane siedzenie. Ja sam natomiast siadłem za kierownice i odpalając silnik ruszyłem w stronę domu. Wyjechałem z parkingu i skierowałem się w stronę autostrady. Gabinet weterynarza znajdował się niedaleko domu mojego syna, tylko kilka kilometrów, więc droga nie zajęła mi długo. Już po 15 minutach zaparkowałem na podjeździe.
- Jesteśmy, wyskakuj - otworzyłem drzwi od strony psa. Ten wyskoczył biegnąc na trawę, wysikał się i dołączył do mnie gdy otwierałem drzwi. Zatrzymałem się w korytarzu pies natomiast pobiegł dalej, po kolei wąchając kąty korytarza. Zsunąłem  kurtkę z ramion, przywieszając ją w przeznaczonym do tego miejscu. Schowałem klucze od auta do tylnej kieszeni i ruszyłem za psem w stronę salonu, skąd dobiegał głos Spongeboba. Było dziwnie cicho, tylko głos dobiegający z telewizora roznosił się echem po domu. Spojrzałem na psa, podbiegł do kanapy na której dopiero teraz zobaczyłem Emily śpiącą z Jazzy. Moja mała córeczka była przytulona do ciała dziewczyny. Obie smacznie pochrapywały. Podeszłem do kanapy i biorąc na ręce córeczkę ruszyłem w stronę schodów, Em odwróciła się na bok i nadal spała. Po cichu ruszyłem w górę prosto do pokoju dzieci, otwierając drzwi zauważyłem że Jaxon nie śpi sam, ujrzałem go wraz z Justinem.
 Odkryłem lekko kołdrę, no co brunet się obudził.
- O cześć tato - mruknął przecierając oczy i wstając po cichu tak aby nie obudzić Jaxona, gdy on wstał przykrył go bardziej kołdrą a ja położyłem Jazzy do sąsiedniego łóżka. Całując ją w czoło wyszedłem za Justinem który w tej chwili szedł na dół wcześniej zaglądając do sypialni.
- Nie wiesz gdzie Emily ? - spojrzał w moją stronę gdy byliśmy w kuchni.
- Jest w salonie, spała z Jazzy na kanapie, ja wziąłem małą a Em tam została.
- Mhm - odpowiedział nalewając sobie soku -  chcesz ?
Pokręciłem przecząco głową i usiadłem wcześniej wyciągając piwo
- Wolę to - zaśmiałem się cicho, a Justin szeroko uśmiechnął.
- Jak u weterynarza ? - zapytał siadając na przeciwko mnie.
- Bardzo dobrze, jak to stwierdził weterynarz "to zdrowy szczeniak pełny energii" - uśmiechnąłem się.
- Tak wgl. to gdzie on ? - zapytał popijając sok.
- Nie wiem, biegał po domu a potem ja poszedłem na górę z Jazzy a on został. Może jest w salonie ? - zasugerowałem.
- Sprawdzę - wstał i ruszył do salonu, a ja biorąc do ręki drugie piwo pobiegłem na górę.

*Oczami Em*
 - Przestań hahah - śmiałam się z psa, który wskoczył na łóżko i zaczął mnie lizać- hahah stop.
- Ej mały nie pozwalaj sobie - usłyszałam Justina więc momentalnie usiadłam - ta panna jest moja - zaśmiał się i podszedł do nas siadając na łóżko - Hej księżniczko - wziął mnie na swoje kolana i cmoknął w czoło - czuje psa - zaśmiał się
- Może dlatego że mnie lizał ? - zakpiłam
- O fuu - udawał obrzydzenie
- Cicho - szturchnęłam go w ramię, siadając obok niego, pies wskoczył mi na kolana, kładąc pysk na moich udach.
- Ej on ma lepiej ode mnie - nadąsał się Justin
- Nie prawda - zaśmiałam się
- Jak nie ? Leży sobie na twoich kolanach, wcześniej lizał cię po twarzy. Niedługo będziesz z nim spać w łóżku a ja na jego legowisku w korytarzu - wybuchłam śmiechem - Bardzo śmieszne - nadąsał się
- Poczekaj - wstałam biorąc psa na ręce, ruszyłam korytarzem w miejsce gdzie pies miał swoje legowisko. Odłożyłam go tam, a ten od razu położył pysk na małej poduszce i zasnął, po czym wróciłam do salonu, Justin oparty o kanapę szukał czegoś w telewizji, skacząc po kanałach.
Podeszłam tam, siadając obok, udawał obrażonego.
- Kochanie - siedział cicho - Skarbie - nadal nic- Jusssssstiś - uśmiechnęłam się
- Tak nie mów - odwrócił się w moją stronę
- Dlaczego? To słodkie - zachichotałam
Justin przewrócił oczami a ja lekko musnęłam jego usta.
- Nie fochaj skarbie - nadal muskałam jego usta.
- Musisz ładnie przeprosić - zaśmiał się przyciągając mnie na swoje kolana
Zachichotałam łapiąc jego twarz w ręce i pocałowałam namiętnie. Justin przesunął ręce na moje biodra masując skórę pod moją koszulką. Odwzajemniał moje pocałunki pogłębiając je oczywiście. Przegryzł lekko moją wargę prosząc o dostęp, rozchyliłam wargi a nasze języki zaczęły walkę. Musnął jeszcze raz moje usta po czym oderwał się łapiąc powietrze.
-To były ładne przeprosiny ? - popatrzyłam w jego oczy uśmiechając się.
- Bardzo ładne - zaśmiał się - co robimy skarbie ?
- Może pójdziemy na spacer z psem ? - zapytałam przytulając się do niego.
- Dobry pomysł - wstał trzymając mnie na rękach, po czym postawił na podłogę - idź ubierz coś cieplejszego skarbie - pocałował mnie w czoło a ja pobiegłam na górę. Zerknęłam do pokoju Jeremie'go.
- My pójdziemy się przejść z psem - powiedziałam cicho
- Nie ma sprawy - uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech i wyszłam zamykając drzwi, weszłam do naszej wspólnej sypialni i przeszłam przez drzwi w środku do garderoby, wybierając to <klik>
 zniknęłam za drzwiami łazienki. Przebierałam się gdy usłyszałam Justina
- Skarbie idziesz ? - zapytał za drzwi
- Tak, jeszcze 5 minut - odpowiedziałam po czym poprawiłam włosy i psiknęłam się perfumami.
- Czekam na dole - powiedział po czym usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Poprawiłam koszule po czym zeszłam na dół.
Justin czekał w korytarzu, już trzymając psa na smyczy.
- Jestem, możemy iść - uśmiechnęłam się do niego na co on zlustrował mnie od stóp do głów.
- Wyglądasz ślicznie skarbie - odwzajemnił uśmiech i objął mnie w pasie jedną ręką a drugą trzymał smycz, wyszliśmy z domu.
On też wcale nie wyglądał najgorzej <klik>
I jeszcze to spojrzenie, pełne pożądania, zamknął furtkę od bramy i złapał mnie za rękę.
- Gdzie idziemy ? - zapytał
- Może park ? - zaproponowałam - pies sobie pobiega, i nie będzie w nocy świrował - zaśmiałam się
- Dobry pomysł Kochanie - pocałował mnie w policzek po czym ruszyliśmy w stronę parku.




Hej Kochani ;*
Przybyłam z nowym rozdziałem :D hehe
No i troszkę namieszałam :3 nowy wygląd, co znaczy nowi bohaterowie :3
Główną bohaterką i dziewczyną Justina jest teraz Barbara Palvin a jej przyjaciółką jest Ashley Benson :3
Takie zmiany hee :D
Nie przedłużam, do następnego :3

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 28

Moim oczom ukazał się nietypowy widok. Jazzy trzymała na rękach psa ?
- Cześć wam - odezwałem się drapiąc się po karku.
- Hej - odpowiedzieli chórem.
- Um.. co to za pies ? - zapytałem patrząc na małą kulkę na rękach mojej młodszej siostry.
- Znaleźliśmy go - odpowiedziała Jazz.
- I tak po prostu go wzięliście ? - to wydawało się nie dorzeczne. Jak można wziąć tak po prostu jakiegoś psa z plaży. - Tato i ty na to pozwoliłeś ? - wściekłem się. Przecież ten pies może mieć jakąś wściekliznę lub nie wiadomo co!
- Justin uspokój się, Emily wpadła na świetny pomysł. Zrobimy ogłoszenie jak ktoś się zgłosi oddamy go i już, zaraz pojadę do weterynarza i zobaczymy co z nim - wytłumaczył mi Ojciec.
- To był twój pomysł ? - spojrzałem na Em.
- No tak ale..
- Jakie ale ?! Myślisz wogóle, przecież on może mieć jakies zakażenie Kurwa no! - krzyknęłem.
- Ohh przepraszam tak ?! - wyrzuciła rękoma w powietrze.
- Twoje przepraszam nic nie zmieni, nie mogę uwierzyć że jesteś taką egoistką! - wyrzuciłem z siebie.
Emily nic nie odpowiedziała widziałem jak powstrzymuje łzy. Kurwa! Dlaczego nikt nie może mnie powstrzymać zanim palnę coś głupiego - Emily ja..
- Daruj sobie - mineła mnie i pobiegła na górę, ruszyłem za nią.
- Porozmawiaj ze mną - dobijałem się w jej drzwi.
- Daj mi spokój! - usłyszałem jak płacze. Znowu doprowadziłem ją do łez.Jestem totalnym chujem. Osunęłem sie po ścianie i po prostu czekałem aż otworzy drzwi. Siedziałem tak bawiąc się telefonem, gdy usłyszałem człapanie małych łap. Podniosłem wzrok i ujrzałem jego. Psa który był powodem przez który pokłóciłem się z Emily.  Podszedł do mnie, sprawiał wrażenie nie przejętego. Usiadł tak blisko mnie, że bokiem dotykal mojej nogi. Jakby nic się nie stało. Siedzieliśmy sobie po przyjacielsku , na korytarzu. Pogłaskałem go lekko za uchem.
-Widzisz mały co narobiłeś - uniósł pysk i popatrzył na mnie - Tak do Ciebie mówię - lekko zaskomlał.
Patrzyłem tak na niego po czym usłyszałem że drzwi się uchylają i za nich wychodzi mój anioł, którego zraniłem. Wstałem szybko i złapałem ją za rękę przyciągając do siebie.
- Emily przepraszam wiem że jestem chujem , nie chciałem cię zranić.. Ja po prostu boję się żeby ten pies nie miał jakiejś choroby, nie chcę aby stało się coś, żebyśmy zachorowali, nie chcę aby stało się coś tobie. Przepraszam Aniołku, jest mi cholernie głupio że znowu doprowadziłem cię do płaczu - powiedziałem to wszystko czekając na jej reakcje. Nic nie odpowiedziała po prostu się do mnie przytuliła. To oznacza że mi wybaczyła ? Objęłem ją opiekuńczo ramieniem a pies zaczął szczekać i skakać wokół nas. Zachichotaliśmy.
- Tak prawdę mówiąc nie jest taki zły - stwierdziłem.
- Wiem o tym - uśmiechneła się i schyliła do jego poziomu by móc go pogłaskać. Dopiero teraz zobaczyłem jak bardzo zdążyła go pokochać. Zeszliśmy na dół.
- Wy jesteście niesamowici - skomentował mój ojciec, popatrzyliśmy na niego zdziwieni - kłócicie się i idziecie na górę , kilkanaście minut potem schodzicie razem szczęśliwi jakby nic się nie stało. Justin taka dziewczyna to skarb - Emily się zarumieniła.- Następnym razem gdy ją zranisz nie myśl że będę po twojej stronie - powiedział poważnie.
- Nie będzie następnego razu - odpowiedziałem szybko.
- Justin napewno będzie, związek bez kłótni to nie związek, nie zawsze jest kolorowo. Ale wy swoją miłością pokazujecie że możecie naprawić to co sami zniszczyliście, umiecie odbudować straty.
Popatrzyłem na mojego tatę - Tak masz rację.. Jestem chujem i gdy coś zrobię staram się naprawić cały błąd.
- Justin słownictwo ! - skarcił mnie a Emily zachichotała.
- Oh przepraszam - podniosłem ręce w obronnym geście.
- Jadę z psem do weterynarza, zostaniecie z dziećmi ? - popatrzył na nas
- Oczywiście że tak - moja dziewczyna sie odezwała zanim cokolwiek powiedziałem.
- No to świetnie, chodź mały - pies pobiegł za nim w kierunku drzwi wyjściowych a ja wraz z Em ruszyłem do salonu gdzie Jazz rysowała a Jaxon oglądał Spongeboba.
- Co robicie skarby ? - odezwałem sie
- Popatrz Justin - Jazmyn podeszła do mnie pokazując mi rysunek
- Kto tu jest ? - zapytałem patrząc na jej dzieło.
- Tu jesteś ty i Emily z pieskiem a tu my i tata - uśmiechnęła się, pocałowałem ją w czoło.
- Śliczne to jest, chodź powiesimy na lodówkę - złapałem ją za rękę i poszliśmy do kuchni, podałem jej magnesy a ona powiesiła rysunek na schładzarce. Uśmiechnęłem się i wróciliśmy do Jaxo i Em. Siedziała obok niego i oglądali razem Tv. Mały był o nią oparty i prawie zasypiał.
- Jazzy pooglądaj z nim a ja zrobię kolację - uśmiechnęłem się a ona skineła głową.
Udałem się do kuchni. Umyłem ręce po czym sięgnąłem po książkę kucharską. Przeglądając kolejne kartki zapełnione przepisami, zatrzymałem się na lazanii. Przeczytałem całość, po czym zabrałem się do pracy. Wyciągnąłem z szafki patelnię i zacząłem podsmażać mięso. Gdy to się smażyło, obrałem i pokroiłem drobno cebulę i czosnek. Następnie wlałem do całości koncentrat pomidorowy oraz przyprawy.  Gdy to wszystko się dusiło, wyciągnąłem garnek wlewając do niego wody a następnie wsypując makaron. Ściągnąłem z gazu mięso, które już było gotowe i odstawiłem na bok. Następnie nasmarowałem naczynie żaroodporne oliwą i ułożyłem pierwszą warstwę makaronu, potem pokryłem całość cienką warstwą beszamelu a na koniec mięsem. Powtórzyłem tą czynność dwa razy. Na koniec wyciągnąłem z lodówki ser żółty, który starłem na wierzch. Gdy danie było gotowe, włączyłem piekarnik i wsadziłem je na 30 min.

*Oczami Emily*
Oglądałam z Jaxon'em Spongeboba, gdy obok nas usiadła Jazzy. Wyglądała na smutną.
- Co się stało mała ? - zapytałam klepiąc miejsce obok siebie. Usiadła patrząc na mnie ze łzami
- A jak znajdzie się właściciel pieska będziemy musieli go oddać tak ? - załkała.
- Um.. raczej tak, ale nie martw się. Nawet Justinowi spodobał się pies - powiedziałam próbując jakoś ją pocieszyć.
- Nie pozwolisz go oddać ? - zapytała wycierając łzy.
- Kochanie, jeśli ktoś naprawdę go zgubił pewnie płacze tak jak ty. Będziemy musieli go oddać - Z jej oczu znów poleciały łzy - Myszko nie płacz - wzięłam ją na kolana, tuląc do siebie - Jeżeli go oddamy, kupimy sobie innego - Podniosła swoją małą główkę, patrząc na mnie
- Naprawdę ? - zapytała z nadzieja w głosie.
- Tak - szczerze się uśmiechnęłam.
- Dziękuje - pisnęła, mocno mnie przytulając, otuliłam ją ramionami. Wtuliła się w me mnie trzymając głowę na mojej piersi.
- Pójdę do Justina pomóc mu w kolacji okej ? - zapytałam a dzieci skinęły głową.
Wstałam z kanapy i udałam się do kuchni, gdzie Jus otwierał piekarnik. Stanęłam w progu obserwując jego działania. Był tak skupiony na przyrządzaniu   kolacji , że nie zauważył że mu się przyglądam. Dałam ręce na piersi nadal go obserwując. Wyciągnął 4 talerze i udał się przejściem do jadalni. Gdy wracał spojrzał w moją stronę, uśmiechnął się szeroko a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu.
- Długo już tu stoisz ? - zapytał podchodząc bliżej.
- Na tyle długo mu móc zobaczyć mojego kucharza mm - zarzuciłam mu ręce na szyję.
- I jak ci się podobam w tej wersji ? - zamruczał obrzucając pocałunkami moją szyję.
- Umm - wymruczałam przymykając oczy - podobasz mi się w każdej wersji mmm..
- To dobrze - zachichotał widząc co jego pocałunki mogą ze mną zrobić - chodźmy po dzieci - złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do salonu, rodzeństwo oglądało teraz Barney'a
- Jazz, Jaxo kolacja - zawołał Justin na co oni zerwali się  z siedzeń i pobiegli za nim do kuchni. Ja wyłączyłam tv i udałam się za nimi. Jus pomógł im usiąść po czym napełnił ich talerze gorącym jeszcze posiłkiem, ja natomiast nalałam im soku. Po pomocy dzieciom sami usiedliśmy na swoje miejsca, nakładając na swoje talerze lazanie. Uśmiechnęłam się do Justina, po czym zaczęłam jeść. Smakowało naprawdę wyśmienicie.
- Justin to jest pyszne - skomentowałam na co Justin uśmiechnął się jeszcze bardziej
- Dziękuje skarbie, cieszę się że ci smakuje.
- Justin ja chcę spać - Jaxon przetarł oczy rękoma.
- Ja też - dodała Jazzy
- Okej, skarbie pomożesz mi ich umyć ? - popatrzył na mnie
- Oczywiście - skinęłam głową, po czym wstałam i wzięłam na ręce Jaxona. Ruszyłam w kierunku górnej łazienki, zaraz za mną Justin z Jazzy.
Wszyscy razem weszliśmy do łazienki, Justin posadził Jazzy na szafkę, a Jaxo wziął na ręce gdy ja napuszczałam wody do wanny. Wlałam tam płyn robiący pianę a Jus wsadził dzieci.
Staliśmy przy nich gdy ci chlapali się wodą
- Ej ej! Nie chlapać - zaśmiałam się.
- Będziemy świetnymi rodzicami nie sądzisz ? - Jus objął mnie ot tyłu
- Zgadzam się z Tobą - uśmiechnęłam się patrząc na Jaxona który mył włosy Jazzy.