Moim oczom ukazał się nietypowy widok. Jazzy trzymała na rękach psa ?
- Cześć wam - odezwałem się drapiąc się po karku.
- Hej - odpowiedzieli chórem.
- Um.. co to za pies ? - zapytałem patrząc na małą kulkę na rękach mojej młodszej siostry.
- Znaleźliśmy go - odpowiedziała Jazz.
- I tak po prostu go wzięliście ? - to wydawało się nie dorzeczne. Jak można wziąć tak po prostu jakiegoś psa z plaży. - Tato i ty na to pozwoliłeś ? - wściekłem się. Przecież ten pies może mieć jakąś wściekliznę lub nie wiadomo co!
- Justin uspokój się, Emily wpadła na świetny pomysł. Zrobimy ogłoszenie jak ktoś się zgłosi oddamy go i już, zaraz pojadę do weterynarza i zobaczymy co z nim - wytłumaczył mi Ojciec.
- To był twój pomysł ? - spojrzałem na Em.
- No tak ale..
- Jakie ale ?! Myślisz wogóle, przecież on może mieć jakies zakażenie Kurwa no! - krzyknęłem.
- Ohh przepraszam tak ?! - wyrzuciła rękoma w powietrze.
- Twoje przepraszam nic nie zmieni, nie mogę uwierzyć że jesteś taką egoistką! - wyrzuciłem z siebie.
Emily nic nie odpowiedziała widziałem jak powstrzymuje łzy. Kurwa! Dlaczego nikt nie może mnie powstrzymać zanim palnę coś głupiego - Emily ja..
- Daruj sobie - mineła mnie i pobiegła na górę, ruszyłem za nią.
- Porozmawiaj ze mną - dobijałem się w jej drzwi.
- Daj mi spokój! - usłyszałem jak płacze. Znowu doprowadziłem ją do łez.Jestem totalnym chujem. Osunęłem sie po ścianie i po prostu czekałem aż otworzy drzwi. Siedziałem tak bawiąc się telefonem, gdy usłyszałem człapanie małych łap. Podniosłem wzrok i ujrzałem jego. Psa który był powodem przez który pokłóciłem się z Emily. Podszedł do mnie, sprawiał wrażenie nie przejętego. Usiadł tak blisko mnie, że bokiem dotykal mojej nogi. Jakby nic się nie stało. Siedzieliśmy sobie po przyjacielsku , na korytarzu. Pogłaskałem go lekko za uchem.
-Widzisz mały co narobiłeś - uniósł pysk i popatrzył na mnie - Tak do Ciebie mówię - lekko zaskomlał.
Patrzyłem tak na niego po czym usłyszałem że drzwi się uchylają i za nich wychodzi mój anioł, którego zraniłem. Wstałem szybko i złapałem ją za rękę przyciągając do siebie.
- Emily przepraszam wiem że jestem chujem , nie chciałem cię zranić.. Ja po prostu boję się żeby ten pies nie miał jakiejś choroby, nie chcę aby stało się coś, żebyśmy zachorowali, nie chcę aby stało się coś tobie. Przepraszam Aniołku, jest mi cholernie głupio że znowu doprowadziłem cię do płaczu - powiedziałem to wszystko czekając na jej reakcje. Nic nie odpowiedziała po prostu się do mnie przytuliła. To oznacza że mi wybaczyła ? Objęłem ją opiekuńczo ramieniem a pies zaczął szczekać i skakać wokół nas. Zachichotaliśmy.
- Tak prawdę mówiąc nie jest taki zły - stwierdziłem.
- Wiem o tym - uśmiechneła się i schyliła do jego poziomu by móc go pogłaskać. Dopiero teraz zobaczyłem jak bardzo zdążyła go pokochać. Zeszliśmy na dół.
- Wy jesteście niesamowici - skomentował mój ojciec, popatrzyliśmy na niego zdziwieni - kłócicie się i idziecie na górę , kilkanaście minut potem schodzicie razem szczęśliwi jakby nic się nie stało. Justin taka dziewczyna to skarb - Emily się zarumieniła.- Następnym razem gdy ją zranisz nie myśl że będę po twojej stronie - powiedział poważnie.
- Nie będzie następnego razu - odpowiedziałem szybko.
- Justin napewno będzie, związek bez kłótni to nie związek, nie zawsze jest kolorowo. Ale wy swoją miłością pokazujecie że możecie naprawić to co sami zniszczyliście, umiecie odbudować straty.
Popatrzyłem na mojego tatę - Tak masz rację.. Jestem chujem i gdy coś zrobię staram się naprawić cały błąd.
- Justin słownictwo ! - skarcił mnie a Emily zachichotała.
- Oh przepraszam - podniosłem ręce w obronnym geście.
- Jadę z psem do weterynarza, zostaniecie z dziećmi ? - popatrzył na nas
- Oczywiście że tak - moja dziewczyna sie odezwała zanim cokolwiek powiedziałem.
- No to świetnie, chodź mały - pies pobiegł za nim w kierunku drzwi wyjściowych a ja wraz z Em ruszyłem do salonu gdzie Jazz rysowała a Jaxon oglądał Spongeboba.
- Co robicie skarby ? - odezwałem sie
- Popatrz Justin - Jazmyn podeszła do mnie pokazując mi rysunek
- Kto tu jest ? - zapytałem patrząc na jej dzieło.
- Tu jesteś ty i Emily z pieskiem a tu my i tata - uśmiechnęła się, pocałowałem ją w czoło.
- Śliczne to jest, chodź powiesimy na lodówkę - złapałem ją za rękę i poszliśmy do kuchni, podałem jej magnesy a ona powiesiła rysunek na schładzarce. Uśmiechnęłem się i wróciliśmy do Jaxo i Em. Siedziała obok niego i oglądali razem Tv. Mały był o nią oparty i prawie zasypiał.
- Jazzy pooglądaj z nim a ja zrobię kolację - uśmiechnęłem się a ona skineła głową.
Udałem się do kuchni. Umyłem ręce po czym sięgnąłem po książkę kucharską. Przeglądając kolejne kartki zapełnione przepisami, zatrzymałem się na lazanii. Przeczytałem całość, po czym zabrałem się do pracy. Wyciągnąłem z szafki patelnię i zacząłem podsmażać mięso. Gdy to się smażyło, obrałem i pokroiłem drobno cebulę i czosnek. Następnie wlałem do całości koncentrat pomidorowy oraz przyprawy. Gdy to wszystko się dusiło, wyciągnąłem garnek wlewając do niego wody a następnie wsypując makaron. Ściągnąłem z gazu mięso, które już było gotowe i odstawiłem na bok. Następnie nasmarowałem naczynie żaroodporne oliwą i ułożyłem pierwszą warstwę makaronu, potem pokryłem całość cienką warstwą beszamelu a na koniec mięsem. Powtórzyłem tą czynność dwa razy. Na koniec wyciągnąłem z lodówki ser żółty, który starłem na wierzch. Gdy danie było gotowe, włączyłem piekarnik i wsadziłem je na 30 min.
*Oczami Emily*
Oglądałam z Jaxon'em Spongeboba, gdy obok nas usiadła Jazzy. Wyglądała na smutną.
- Co się stało mała ? - zapytałam klepiąc miejsce obok siebie. Usiadła patrząc na mnie ze łzami
- A jak znajdzie się właściciel pieska będziemy musieli go oddać tak ? - załkała.
- Um.. raczej tak, ale nie martw się. Nawet Justinowi spodobał się pies - powiedziałam próbując jakoś ją pocieszyć.
- Nie pozwolisz go oddać ? - zapytała wycierając łzy.
- Kochanie, jeśli ktoś naprawdę go zgubił pewnie płacze tak jak ty. Będziemy musieli go oddać - Z jej oczu znów poleciały łzy - Myszko nie płacz - wzięłam ją na kolana, tuląc do siebie - Jeżeli go oddamy, kupimy sobie innego - Podniosła swoją małą główkę, patrząc na mnie
- Naprawdę ? - zapytała z nadzieja w głosie.
- Tak - szczerze się uśmiechnęłam.
- Dziękuje - pisnęła, mocno mnie przytulając, otuliłam ją ramionami. Wtuliła się w me mnie trzymając głowę na mojej piersi.
- Pójdę do Justina pomóc mu w kolacji okej ? - zapytałam a dzieci skinęły głową.
Wstałam z kanapy i udałam się do kuchni, gdzie Jus otwierał piekarnik. Stanęłam w progu obserwując jego działania. Był tak skupiony na przyrządzaniu kolacji , że nie zauważył że mu się przyglądam. Dałam ręce na piersi nadal go obserwując. Wyciągnął 4 talerze i udał się przejściem do jadalni. Gdy wracał spojrzał w moją stronę, uśmiechnął się szeroko a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu.
- Długo już tu stoisz ? - zapytał podchodząc bliżej.
- Na tyle długo mu móc zobaczyć mojego kucharza mm - zarzuciłam mu ręce na szyję.
- I jak ci się podobam w tej wersji ? - zamruczał obrzucając pocałunkami moją szyję.
- Umm - wymruczałam przymykając oczy - podobasz mi się w każdej wersji mmm..
- To dobrze - zachichotał widząc co jego pocałunki mogą ze mną zrobić - chodźmy po dzieci - złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do salonu, rodzeństwo oglądało teraz Barney'a
- Jazz, Jaxo kolacja - zawołał Justin na co oni zerwali się z siedzeń i pobiegli za nim do kuchni. Ja wyłączyłam tv i udałam się za nimi. Jus pomógł im usiąść po czym napełnił ich talerze gorącym jeszcze posiłkiem, ja natomiast nalałam im soku. Po pomocy dzieciom sami usiedliśmy na swoje miejsca, nakładając na swoje talerze lazanie. Uśmiechnęłam się do Justina, po czym zaczęłam jeść. Smakowało naprawdę wyśmienicie.
- Justin to jest pyszne - skomentowałam na co Justin uśmiechnął się jeszcze bardziej
- Dziękuje skarbie, cieszę się że ci smakuje.
- Justin ja chcę spać - Jaxon przetarł oczy rękoma.
- Ja też - dodała Jazzy
- Okej, skarbie pomożesz mi ich umyć ? - popatrzył na mnie
- Oczywiście - skinęłam głową, po czym wstałam i wzięłam na ręce Jaxona. Ruszyłam w kierunku górnej łazienki, zaraz za mną Justin z Jazzy.
Wszyscy razem weszliśmy do łazienki, Justin posadził Jazzy na szafkę, a Jaxo wziął na ręce gdy ja napuszczałam wody do wanny. Wlałam tam płyn robiący pianę a Jus wsadził dzieci.
Staliśmy przy nich gdy ci chlapali się wodą
- Ej ej! Nie chlapać - zaśmiałam się.
- Będziemy świetnymi rodzicami nie sądzisz ? - Jus objął mnie ot tyłu
- Zgadzam się z Tobą - uśmiechnęłam się patrząc na Jaxona który mył włosy Jazzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz