sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 29

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

 
- Myślę że już wam wystarczy - uśmiechnęłam się a dzieci kiwnęły głowami.
Justin wyciągnął dwa ręczniki, ja wyciągłam Jazzy a on Jaxona, wytarliśmy ich i ubraliśmy w piżamki.
- Justin ? - usłyszeliśmy cichy głos Jaxo
- Co jest mały ? - Justin wziął go na ręce.
- Mogę spać z Tobą ? - przytulił się do niego
- Jasne, chodźmy - poszli do pokoju gdy ja z Jazzy poszłam na dół.
Usiedliśmy w salonie, włączając "Gdzie jest Nemo? " Jazz przytuliła się do mnie i zaczęliśmy oglądać. 

*Oczami Jeremie'go*
- Czyli sądzi pan że pies jest zdrowy ? - zapytałem chcąc się upewnić.
- Tak, to zdrowy szczeniak pełny energii. - uśmiechnął się.
- Okej, bardzo dziękuję - uściskałem jego rękę- chodź, idziemy - zawołałem do psa, ten natychmiast poruszył się z miejsca, biegnąc za mną wesoło.
Wychodząc z budynku, poczułem chłód. Był już wieczór. Spojrzałem na zegarek, świetnie była już 20:00 siedzieliśmy 3 godziny u Weterynarza.
- No super, straciłem trzy godziny przez Ciebie - spojrzałem na psa, ten tylko przekręcił głowę na bok - tak o Ciebie mi chodzi - zaśmiałem się - Wskakuj - otworzyłem przednie drzwi od strony pasażera. Pies wskoczył na miejsce pasażera, kładąc mały pyszczek na skórzane siedzenie. Ja sam natomiast siadłem za kierownice i odpalając silnik ruszyłem w stronę domu. Wyjechałem z parkingu i skierowałem się w stronę autostrady. Gabinet weterynarza znajdował się niedaleko domu mojego syna, tylko kilka kilometrów, więc droga nie zajęła mi długo. Już po 15 minutach zaparkowałem na podjeździe.
- Jesteśmy, wyskakuj - otworzyłem drzwi od strony psa. Ten wyskoczył biegnąc na trawę, wysikał się i dołączył do mnie gdy otwierałem drzwi. Zatrzymałem się w korytarzu pies natomiast pobiegł dalej, po kolei wąchając kąty korytarza. Zsunąłem  kurtkę z ramion, przywieszając ją w przeznaczonym do tego miejscu. Schowałem klucze od auta do tylnej kieszeni i ruszyłem za psem w stronę salonu, skąd dobiegał głos Spongeboba. Było dziwnie cicho, tylko głos dobiegający z telewizora roznosił się echem po domu. Spojrzałem na psa, podbiegł do kanapy na której dopiero teraz zobaczyłem Emily śpiącą z Jazzy. Moja mała córeczka była przytulona do ciała dziewczyny. Obie smacznie pochrapywały. Podeszłem do kanapy i biorąc na ręce córeczkę ruszyłem w stronę schodów, Em odwróciła się na bok i nadal spała. Po cichu ruszyłem w górę prosto do pokoju dzieci, otwierając drzwi zauważyłem że Jaxon nie śpi sam, ujrzałem go wraz z Justinem.
 Odkryłem lekko kołdrę, no co brunet się obudził.
- O cześć tato - mruknął przecierając oczy i wstając po cichu tak aby nie obudzić Jaxona, gdy on wstał przykrył go bardziej kołdrą a ja położyłem Jazzy do sąsiedniego łóżka. Całując ją w czoło wyszedłem za Justinem który w tej chwili szedł na dół wcześniej zaglądając do sypialni.
- Nie wiesz gdzie Emily ? - spojrzał w moją stronę gdy byliśmy w kuchni.
- Jest w salonie, spała z Jazzy na kanapie, ja wziąłem małą a Em tam została.
- Mhm - odpowiedział nalewając sobie soku -  chcesz ?
Pokręciłem przecząco głową i usiadłem wcześniej wyciągając piwo
- Wolę to - zaśmiałem się cicho, a Justin szeroko uśmiechnął.
- Jak u weterynarza ? - zapytał siadając na przeciwko mnie.
- Bardzo dobrze, jak to stwierdził weterynarz "to zdrowy szczeniak pełny energii" - uśmiechnąłem się.
- Tak wgl. to gdzie on ? - zapytał popijając sok.
- Nie wiem, biegał po domu a potem ja poszedłem na górę z Jazzy a on został. Może jest w salonie ? - zasugerowałem.
- Sprawdzę - wstał i ruszył do salonu, a ja biorąc do ręki drugie piwo pobiegłem na górę.

*Oczami Em*
 - Przestań hahah - śmiałam się z psa, który wskoczył na łóżko i zaczął mnie lizać- hahah stop.
- Ej mały nie pozwalaj sobie - usłyszałam Justina więc momentalnie usiadłam - ta panna jest moja - zaśmiał się i podszedł do nas siadając na łóżko - Hej księżniczko - wziął mnie na swoje kolana i cmoknął w czoło - czuje psa - zaśmiał się
- Może dlatego że mnie lizał ? - zakpiłam
- O fuu - udawał obrzydzenie
- Cicho - szturchnęłam go w ramię, siadając obok niego, pies wskoczył mi na kolana, kładąc pysk na moich udach.
- Ej on ma lepiej ode mnie - nadąsał się Justin
- Nie prawda - zaśmiałam się
- Jak nie ? Leży sobie na twoich kolanach, wcześniej lizał cię po twarzy. Niedługo będziesz z nim spać w łóżku a ja na jego legowisku w korytarzu - wybuchłam śmiechem - Bardzo śmieszne - nadąsał się
- Poczekaj - wstałam biorąc psa na ręce, ruszyłam korytarzem w miejsce gdzie pies miał swoje legowisko. Odłożyłam go tam, a ten od razu położył pysk na małej poduszce i zasnął, po czym wróciłam do salonu, Justin oparty o kanapę szukał czegoś w telewizji, skacząc po kanałach.
Podeszłam tam, siadając obok, udawał obrażonego.
- Kochanie - siedział cicho - Skarbie - nadal nic- Jusssssstiś - uśmiechnęłam się
- Tak nie mów - odwrócił się w moją stronę
- Dlaczego? To słodkie - zachichotałam
Justin przewrócił oczami a ja lekko musnęłam jego usta.
- Nie fochaj skarbie - nadal muskałam jego usta.
- Musisz ładnie przeprosić - zaśmiał się przyciągając mnie na swoje kolana
Zachichotałam łapiąc jego twarz w ręce i pocałowałam namiętnie. Justin przesunął ręce na moje biodra masując skórę pod moją koszulką. Odwzajemniał moje pocałunki pogłębiając je oczywiście. Przegryzł lekko moją wargę prosząc o dostęp, rozchyliłam wargi a nasze języki zaczęły walkę. Musnął jeszcze raz moje usta po czym oderwał się łapiąc powietrze.
-To były ładne przeprosiny ? - popatrzyłam w jego oczy uśmiechając się.
- Bardzo ładne - zaśmiał się - co robimy skarbie ?
- Może pójdziemy na spacer z psem ? - zapytałam przytulając się do niego.
- Dobry pomysł - wstał trzymając mnie na rękach, po czym postawił na podłogę - idź ubierz coś cieplejszego skarbie - pocałował mnie w czoło a ja pobiegłam na górę. Zerknęłam do pokoju Jeremie'go.
- My pójdziemy się przejść z psem - powiedziałam cicho
- Nie ma sprawy - uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech i wyszłam zamykając drzwi, weszłam do naszej wspólnej sypialni i przeszłam przez drzwi w środku do garderoby, wybierając to <klik>
 zniknęłam za drzwiami łazienki. Przebierałam się gdy usłyszałam Justina
- Skarbie idziesz ? - zapytał za drzwi
- Tak, jeszcze 5 minut - odpowiedziałam po czym poprawiłam włosy i psiknęłam się perfumami.
- Czekam na dole - powiedział po czym usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Poprawiłam koszule po czym zeszłam na dół.
Justin czekał w korytarzu, już trzymając psa na smyczy.
- Jestem, możemy iść - uśmiechnęłam się do niego na co on zlustrował mnie od stóp do głów.
- Wyglądasz ślicznie skarbie - odwzajemnił uśmiech i objął mnie w pasie jedną ręką a drugą trzymał smycz, wyszliśmy z domu.
On też wcale nie wyglądał najgorzej <klik>
I jeszcze to spojrzenie, pełne pożądania, zamknął furtkę od bramy i złapał mnie za rękę.
- Gdzie idziemy ? - zapytał
- Może park ? - zaproponowałam - pies sobie pobiega, i nie będzie w nocy świrował - zaśmiałam się
- Dobry pomysł Kochanie - pocałował mnie w policzek po czym ruszyliśmy w stronę parku.




Hej Kochani ;*
Przybyłam z nowym rozdziałem :D hehe
No i troszkę namieszałam :3 nowy wygląd, co znaczy nowi bohaterowie :3
Główną bohaterką i dziewczyną Justina jest teraz Barbara Palvin a jej przyjaciółką jest Ashley Benson :3
Takie zmiany hee :D
Nie przedłużam, do następnego :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz