- Mamo ?! - krzyknęłam gdy wróciliśmy do domu.
- Nie ma ich - odparła Jane.
- Skąd wiesz ?
- Zostawili list, pojechali w podróż służbową - wzruszyła ramionami.
- A Amy ? - spytałam.
- Pewnie wyszła z Blasie - wzruszyła ramionami a ja uniosłam brwi nie wiedząc kto to - Jej przyjaciółka, jezu Em - westchnęła - macie dom dla siebie, ja wychodzę.
- Dokąd ? - zapytałam.
- Wyjdę z Mary na miasto - odpowiedziała idąc po schodach - moja przyjaciółka - krzyknęła zanim zdążyłam zapytać.
- Pokaże wam pokój - mruknęłam a oni skinęli głową.
Ruszyliśmy w stronę schodów, Jane właśnie z nich zbiegała.
- Będę wieczorem - rzuciła biorąc do ręki kurtkę i już po chwili usłyszeliśmy trzask drzwi.
- Nic się nie zmieniła - zachichotała Katy
- Nadal ignoruje to jak boski jestem - wybuchliśmy śmiechem na komentarz Luke.
*
Kolejny tydzień minął strasznie szybko. Przez kolejne poranki wydawało mi się że żyję za karę. Nienawidziłam ich. Przypominały że noc się skończyła i trzeba było znów uporać się z myślami. Znowu wkleić na twarz uśmiech i udawać że naprawdę jest lepiej. W ciągu ostatnich dni udało mi się o nim zapomnieć. Szczerze to nie było nawet czasu na myślenie, jedynie w nocy przed snem i rano. Codziennie coś robiliśmy. Pokazywałam moim przyjaciołom okolice, zakupy, wesołe miasteczko, impreza. Eh upragnione życie nastolatki.
Dzięki temu mogłam się uśmiechnąć. Odkąd straciłam Justina moje życie stało się monotonią. Nie miałam na nic ochoty, zostanie w łóżku z paczką lodów, oreo i chusteczkami było planem idealnym. Ale nie mogłam Katy co rano wpadała do pokoju, ściągałam moją kołdrę i innym słowem wyciągała mnie z łóżka. Potem była kolej Luka. Łaskotał nas a czasem nawet zrobił śniadanie, dzięki nim ożyłam.
- Emily ?! - usłyszałam krzyk Jane, zrzuciłam z siebie kołdrę biegnąc na dół - mama dzwoni
- Wystraszyłaś mnie idiotko - mruknęłam.
- Masz problem - wystawiła język podając mi słuchawkę.
- Hej mamuś - uśmiechnęłam się, chodź widziałam że i tak nie widzi.
- Hej Kochanie, jak tam sobie radzicie ? - spytała. Wyczułam troskę w jej głosie.
- Dobrze, naprawdę - zapewniłam.
- Myszko - powiedziała smutna a w mojej głowie już pojawiły się same czarne scenariusze.
- Co się stało ?
- Nic kochanie, tylko musimy tu zostać do czwartku,tak mi przykro.
- Mamo nic nie szkodzi, poradzimy sobie
- Wierzę w to, no ale sama musisz przygotować imprezę.
- Mamo - mruknęłam - nie jestem tu sama
- Eh, w moim notatniku masz adresy najlepszych sklepów, jeśli chodzi o przyjęcie a pieniądze prześlę na twoją kartę.
- Poradzimy sobie, nie martw się
- Dobrze, kocham was
- My Was też, papa.
- Pa słoneczko.
Odłożyłam słuchawkę na miejsce i wróciłam do pokoju.
- Hej śliczna - Luke wparował do mojego pokoju
- Hej - uśmiechnęłam się
- Kto dzwonił ? - zapytał opierając się o parapet.
- Moja mama, musieli zostać w pracy i mamy dalej dom wolny.
- Lubię to - zaśmiał się
- Ja też - zachichotałam
- Myślałam że mnie kochacie - Kate wydęła wargę
- Kochany! - krzyknęliśmy rzucając się na nią. Zaśmiała się.
- Wasza Kate zrobiła wam śniadanie - Luke wziął ją na ręce obracając ją wokół własnej osi
- Kocham cię kobieto - zaśmiał się.
- Puszczaj - śmiała się a my z nią. Zeszliśmy wszyscy na dół gdzie na stole czekały już omlety. Nagle w moim brzuchu zaburczało. Usiedliśmy do stołu.
- Wystraszyłaś mnie idiotko - mruknęłam.
- Masz problem - wystawiła język podając mi słuchawkę.
- Hej mamuś - uśmiechnęłam się, chodź widziałam że i tak nie widzi.
- Hej Kochanie, jak tam sobie radzicie ? - spytała. Wyczułam troskę w jej głosie.
- Dobrze, naprawdę - zapewniłam.
- Myszko - powiedziała smutna a w mojej głowie już pojawiły się same czarne scenariusze.
- Co się stało ?
- Nic kochanie, tylko musimy tu zostać do czwartku,tak mi przykro.
- Mamo nic nie szkodzi, poradzimy sobie
- Wierzę w to, no ale sama musisz przygotować imprezę.
- Mamo - mruknęłam - nie jestem tu sama
- Eh, w moim notatniku masz adresy najlepszych sklepów, jeśli chodzi o przyjęcie a pieniądze prześlę na twoją kartę.
- Poradzimy sobie, nie martw się
- Dobrze, kocham was
- My Was też, papa.
- Pa słoneczko.
Odłożyłam słuchawkę na miejsce i wróciłam do pokoju.
- Hej śliczna - Luke wparował do mojego pokoju
- Hej - uśmiechnęłam się
- Kto dzwonił ? - zapytał opierając się o parapet.
- Moja mama, musieli zostać w pracy i mamy dalej dom wolny.
- Lubię to - zaśmiał się
- Ja też - zachichotałam
- Myślałam że mnie kochacie - Kate wydęła wargę
- Kochany! - krzyknęliśmy rzucając się na nią. Zaśmiała się.
- Wasza Kate zrobiła wam śniadanie - Luke wziął ją na ręce obracając ją wokół własnej osi
- Kocham cię kobieto - zaśmiał się.
- Puszczaj - śmiała się a my z nią. Zeszliśmy wszyscy na dół gdzie na stole czekały już omlety. Nagle w moim brzuchu zaburczało. Usiedliśmy do stołu.
*
- Ja nie chcę 3 metry na niebem! - fuknął Luke.
- A ja nie będę oglądać Paranormal Activy - odezwała się Katy.
- Czy wy nie możecie się dogadać ?! - dodała Jane
- Pooglądamy American Pie - Amy wzruszyła ramionami.
- Nieee - fuknęła Jane
- Do cholery! - krzyknęłam - Weźmy Zjawy
- Ja jestem za - mruknął Luke, tak jak ja kochał horrory. Reszta się uciszyła, dopasowując się.
- Znajdźcie płytę a ja z Katy przyniesiemy przekąski.
- Emily ? - Jane zapytała a ja spojrzałam w jej stronę.
- O co chodzi ?
- Harry przyjedzie
- I Zayn - wtrąciła Amy.
- Okay - wzruszyłam ramionami.
Już po chwili siedzieliśmy wszyscy razem. Ja, Luke i Katy na kanapie.
A Harry, Jane, Zayn i Amy na poduszkach przed kanapą.
- Niech się zesrają tą miłością - mruknął Luke do mojego ucha. Wybuchnęłam śmiechem przez co wszyscy na mnie popatrzyli bo w filmie był straszny moment.
Notka :
![]() |
| Blasie (17) |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz