Oglądaliśmy kolejny film, dołączył do nas James który przywiózł moją bluzkę ( jednak coś zapomniałam) Razem z Luke rzucaliśmy się popcornem, Katy usiadła obok Jamesa.
Chyba było coś pomiędzy nimi, sądząc po jej zachowaniu. Później ją o to wypytam. Oglądałam film przytulona do mojego przyjaciela gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otworzę! - Jane wyrwała się z objęć Harrego i pobiegła do drzwi.
- Kto to może być ? - zapytała Amy.
- Nie wiem, może Blasie albo Mary ? - wzruszyłam ramionami.
- Ekhem - Jane odchrząknęła a wszystkie spojrzenia zwróciły się na nią, w tym też moje. Obok niej stał Justin... Patrzył prosto na mnie. Przeszywał mnie swoimi orzechowymi oczami, gdy zobaczył że Luke trzyma rękę owiniętą wokół mojej talii w jego spojrzeniu mogłam dostrzec ból.
- Cześć - wychrypiał. Wyglądał inaczej niż zwykle, podkrążone oczy, nieułożone włosy, wyschnięte wargi. Inaczej mówiąc = wyglądał jak gówno.
- Hej stary - Harry wstał podając mu rękę a za nim wszyscy oprócz mnie, Luka i Katy. Siedziałam na kanapie, jak mysz pod miotłą. Jakby bojąc się, że przez to że się poruszę wybuchnie wojna czy coś.
- Spokojnie - szepnął Luke, czując że moje ciało się napięło. Justin podszedł bliżej przez co zamarłam.
- Emily - zrobił przerwę - możemy porozmawiać ? - zapytał a jego ciemne oczy znów skupiły się na mnie.
- Sądzę że nie mamy o czym - wydusiłam.
- Proszę.. - dostrzegłam błysk w jego oczach - tylko chwilkę..
- Nie widzisz, że nie chcę z Tobą rozmawiać ?! - syknęła Katy - Chyba starczy jej cierpienia - odpowiedziała powoli z trudem zachowując cierpliwość.
- Nie wtrącaj się kurwa - Justin splunął przeczesując palcami swoje brunatne włosy.
- Jak mam się kurwa nie wtrącać ?! Moja przyjaciółka ryczy po nocach bo taki idiota jak ty rucha dziwki po klubach - wysyczała. Justin wziął płytki oddech próbując się opanować
- Powiedziałem nie wtrącaj się kurwa! Nie widzisz ? Żałuje tego kurwa! Nie umiem bez niej żyć.. Byłem wtedy pijany, naćpany. Kurwa mać! - krzyknął sfrustrowany.
- To nie znaczyło że masz ją zdradzać! Zwłaszcza po akcji z Seleną! - Krzyknęła mu prosto w twarz. Spiorunował ją spojrzeniem jakby zaraz miał się na nią rzucić. Otworzyłam oczy ze zdumienia, w pomieszczeniu było słychać tylko urywane oddechy innych. Justin podwinął rękawy bluzy a Katy przełknęła bojaźliwie ślinę, patrząc na mnie. W jej oczach pojawił się lęk.
- Nie możesz chodź przez chwilę zatrzymać języka za zębami ?! Wszędzie musisz się wpierdolić! - syknął po raz któryś tego wieczoru.
- DOŚĆ! - wstałam z kanapy stając pomiędzy nimi. Byłam zdziwiona że potrafiłam się wgl. odezwać. Oboje ucichli.
- Dobrze porozmawiam z Tobą - odparłam cicho.
- Co ?! no chyba nie! Kurwa Emily, to idiota nie zasługuję na żadną szansę! Zranił cię - fuknęła Katy.
- ZAMKNIJ SIĘ KURWA W KOŃCU - Jus krzyknął.
- Mam dość! - krzyknęłam i wybiegłam z domu.
*Oczami Justin'a*
- I co kurwa zrobiłaś ?! - jęknąłem. Ta mała suka działa mi na nerwy. Gdyby nie ona już dawno Emily by ze mną porozmawiała.
- Nie może z tą zamienić nawet jednego słowa! - skrzyżowała ręce na piersi.
- Niby kurwa dlaczego ?! Według Ciebie ma siedzieć i patrzeć jak liżesz się z Jamsem lub jak robią to tamci ?
- Może znaleźć sobie lepszego, nie Ciebie - fałszywie się uśmiechnęła - jesteś nic nie wartym dupkiem, cały czas ją ranisz. Myślisz że nie wiem ? Hehs pomyłka, wiem wszystko Emily mówi mi wszystko.
Nie odpowiedziałem nic, po prostu się odwróciłem i wyszedłem z domu trzaskając drzwiami.
Wsiadłem do swojego auta i odpalając silnik ruszyłem w stronę plaży. Muszę pomyśleć.
*
Zaparkowałem na parkingu, niedaleko skał na których kiedyś byliśmy z Emily. Wyszedłem z auta i oparłem się o maskę. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów, wsadzając jednego z nich do ust. Zapaliłem go, wzdychając głęboko. Zaciągnąłem się, wypuszczając dym. Obok skał było długie molo, na którym dostrzegłem jakąś postać. Zaciekawiony wyrzuciłem papierosa przygniatając go butem i ruszyłem w kierunku molo.
Będąc bliżej dostrzegłem że to dziewczyna, jej długie włosy rozwiewał wiatr, siedziała z głową schowaną w kolana. Podszedłem bliżej
- Hej co tu robisz ? Jest późno, coś się stało ? Mogę jakoś pomóc ? - zapytałem troskliwie a ona odwróciła się. To była Emily. Zamarłem. Płakała, przez nas, prze mnie. Jestem idiotą.
- Emily.. - wychrypiałem.
- Justin... - załkała.
- Skarbie.. tak bardzo cię przepraszam - kucnąłem obok niej - Ja nie daję rady bez Ciebie.. Wiem że zjebałem, zawsze psuje. Ale tak bardzo Cię kocham, może słabo to okazuję ale jesteś dla mnie wszystkim. Gdy wyszłaś z domu poczułem się jakby ktoś wyrwał mi połówkę serca.. Próbowałem cię znaleźć, pobiegłem za Tobą ale było za późno. Nie umiem bez Ciebie funkcjonować, każdej pierdolonej nocy wyłem w poduszkę, jak jakaś baba. Eh.. Gdy mój tato wyjechał nie ruszałem się z łóżka. Chciałem z sobą skończyć, bo bez Ciebie jestem nikim. Musisz być obok, wtedy czuję że oddycham, nie umiem żyć bez Twojego pocałunku na dobranoc i dzień dobry, twojego śmiechu gdy całuję cię po brzuchu lub łaskoczę, twojego uśmiechu gdy rano wstajesz a ja mówię "dzień dobry księżniczko" Potrzebuję cię bo umieram.. - wyszeptałem a ona rozpłakała się bardziej i rzuciła się na mnie przytulając mnie - Shh Kochanie - objąłem ją mocniej, słysząc jej cichy szloch.
*Oczami Emily*
- Shh kochanie - objął mnie mocniej a ja już nie miałam siły walczyć. Potrzebowałam go. Był moją połówką. Brakowało mi wszystkiego co z nim związane. Przez cały ten czas Justin nie spuszczał wzroku z mojej twarzy, wytarł moje mokre od łez policzki. Ja już widziałam tylko jego oczy, cały świat się rozmazał. Były pełne bólu i troski. On naprawdę żałował. Jego płytki oddech i nasze przyspieszone serca były jedynymi dźwiękami które słyszałam.
- Emily.. - powiedział a ja wiedziałam że już nie mam sił na przekonywanie siebie że on nie jest dla mnie. Przybliżył się do mnie, było czuć bijące od niego ciepło. Czułam jakby coś pchało mnie w jego stronę mówiąc "no dalej Em zrób to " "chcesz tego". Już po chwili poczułam jego ciepłe wargi na moich ustach. Musnął je delikatnie jakby bojąc się że mnie skrzywdzi. Pocałunek był słodki. Rozluźniłam się, jego serce biło tak szybko tuż przy moim. Oboje tego pragnęliśmy, taka jest prawda. Nie potrafię bez niego, jest stworzony dla mnie, jest mój. Nic nie ma sensu gdy jest daleko. W jego ramionach jest bezpiecznie, inaczej.
- Kocham Cię - szepnął - zawsze kochałem i kochać będę. Wiem że jestem idiotą i zepsułem, jak zwykle ale chciałbym prosić cię o jeszcze jedną szansę.. - wyszeptał.
Notka :
HEEEJ :)
A więc parę ogłoszeń.
Po pierwsze przykro mi że mimo iż czytacie nie komentujecie :/ Czuje się jakbym pisała to dla Siebie...
Po drugie nie mam pojęcia kiedy pojawi się nowy rozdział, ponieważ już od jutra będę mieszkać w Internacie.
Po trzecie Przepraszam że tak długo nie dodawałam.
Po czwarte i ostatnie zbliżamy się do końca, nie widzę dalszego sensu tego pisać, więc pewnie jeszcze z 3 rozdziały i koniec.
To tyle z mojej strony, do następnego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz